piątek, 23 maja 2014

23. „I will catch you if you fall.”

Przygładziłam materiał burgundowej sukienki, który delikatnie zmarszczył się na moich udach. Westchnęłam i założyłam na szyję ciężki, złoty naszyjnik. Wsunęłam na stopy cieliste szpilki i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Podkład idealnie zakrył moje cienie pod oczami i rozjaśnił poszarzałą cerę. Byłam niezwykle wdzięczna kosmetyczkom, które od wczorajszego wieczoru pracowały nad moim dzisiejszym idealnym wyglądem.
Ostatni raz zerknęłam na upięte z tyłu w włosy i skierowałam się na dół. Będąc w połowie schodów usłyszałam dzwonek do drzwi. Sama nie wiem dlaczego, zatrzymałam się zamierając na chwilę.
- Michael – zacisnęłam usta i zaczęłam kontynuować moją podróż do drzwi wejściowych. Nie patrząc kto to, otworzyłam je i moim oczom ukazał się wysoki, ciemnoskóry mężczyzna.
- Dzień dobry – kiwnął głową w moim kierunku.
- Dzień dobry  - odpowiedziałam mu dając sobie moment na pozbieranie myśli. – W jakiej sprawie?
- Przyszedłem tutaj w imieniu pana Biebera.
Biebera.
Jego nazwisko zahuczało mi w głowie kilkukrotnie. Spojrzałam na dużą paczkę, owiniętą w gustowny papier i wielką kokardą na czubku.
- Słucham – powiedziałam, wyrzucając razem z tym resztki pewności które pozostały.
- Mam tutaj prezent z okazji ślubu pani Roberts.
- To moja mama – zachwiałam się na nogach.
- Mogłaby pani jej to przekazać? – wyciągnął dłonie razem z paczką, a moje zawroty głowy przybierały na sile.
- Oczywiście – powiedziałam ciszej niż powinnam i kiedy już miałam chwycić paczkę, ponownie zachwiałam się na nogach.
- Czy dobrze się pani czuje? – usłyszałam jego zmartwiony głos. W tym momencie ugięły się pode mną kolana. Upadając zauważyłam że ochroniarz wyciągnął do mnie dłoń, a ja kurczowo się jej złapałam, kiedy on złapał mnie niezdarnie za kark. Usłyszałam jak trzaskają drzwi auta, a po chwili ktoś łapie mnie w pasie.
- Iść z tobą? – przez mgłę usłyszałam głos czarnego mężczyzny.
- Zajmę się nią.
Brązowy.
Próbowałam się wydostać z mgły, która zaczynała mnie coraz bardziej otaczać, ale jednocześnie jego obecność sprawiała że przybywało jej coraz więcej. W mojej głowie szumiał jego głos i krótkie oddechy, które muskały mój dekolt.
Odpłynęłam.

Justin

Zagryzłem wargi, podpierając brodę o pięć i wyglądając przez okno auta. Szyby były przyciemniane więc nie obawiałem się, że osoba z zewnątrz mnie zobaczy.
Nie miałem ochoty na tą marną zabawę w gronie „rodziny i znajomych” i patrzenie się jak Agnes doskonale bawi się ze swoim chłopakiem, narzeczonym lub kimkolwiek on dla niej jest.
Mój ochroniarz dotarł do drzwi i zadzwonił dzwonkiem. Nie wiem czemu czułem zdenerwowanie. Może to przez wszystkie wspomnienia, które próbowały się przedrzeć przez mur ochronny, który wybudowałem wokół siebie. Obecnie postawiłem kolejny rząd misternie poukładanych cegiełek, które chyba ochroniłyby mnie nawet przed bombą atomową.
Wytężyłem bardziej swój wzrok, kiedy drzwi wejściowe zaczęły się otwierać. Stanęła w nich Agnes, a ja mimowolnie odchrząknąłem. Nie można zaprzeczyć, że wyglądała jak ósmy cud świata.
Delikatnie się uśmiechnęła i kiwnęła głową do ochroniarza, który trzymał paczkę owiniętą w biały pergamin z wyciskanymi wzorami. W pewnym momencie kolana się pod nią ugięły i wpadła w ramiona Jacka, który kompletnie nie wiedział co zrobić.
- Kurwa – warknąłem, wysiadając z auta. Podbiegłem do dwójki i mocno chwyciłem brunetkę w pasie, a następnie wziąłem na ręce.
- Iść z tobą? – czarnoskóry spojrzał się na mnie zmieszany. Doskonale wiedział, jak bardzo chciałem uniknąć spotkania z Agnes.
Spojrzałem się na jej twarz. Brwi miała ściągnięte i wyglądała tak jakby z czymś walczyła.
- Zajmę się nią – powiedziałem przez ramię, zamykając drzwi nogą. Zanim doszedłem do kanapy Agnes kompletnie straciła przytomność.
Ułożyłem ją na białym materiale, którymi obity był mebel, wcześniej wyciągając wszelkie poduszki spod jej głowy. Ułożyłem stosik pod jej nogami, tak aby trzymała je w górze. Następnie przykucnąłem obok niej i zacząłem delikatnie uderzać ją w policzki aby ją ocucić.
- No obudź się – warknąłem po kilku minutach. Zaczynałem wpadać w panikę, ale chwilę potem uspokoiłem się dostawiając kolejny rząd cegieł wokół siebie. – Otwórz oczy – mruknąłem, a wtedy jej powieki zaczęły drgać. Szybkim krokiem poszedłem do kuchni i nalałem do szklanki wody.
Usłyszałem ciche jęknięcie, a potem szelest materiałów kiedy Agnes wróciła do pozycji siedzącej.
- Napij się – stanąłem przed nią i wyciągnąłem rękę ze szklanką wody. Powiodła wzrokiem po moim ramieniu, aż dotarła do twarzy. Wstrzymała na chwilę oddech, a jej skóra przybrała chorobliwie jasny odcień. – Nie mdlej – warknąłem i wcisnąłem jej w dłoń szklankę. – Wypij to – splotłem ramiona na klatce piersiowej i poczekałem, aż dokończy swoją wodę. Kiedy odstawiła szklankę na stolik, w tym samym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Odwróciłem się od dziewczyny i otworzyłem drzwi facetowi mojego wzrostu.
- Gdzie Agnes? – wymijając mnie, dopilnował tego aby szturchnąć mnie barkiem mocniej niż powinien. Zaśmiałem się pod nosem i poszedłem za nim. Spojrzałem jak podchodzi do Agnes i obejmuje ją ramieniem, a ona wolno zamyka oczy.
- Miłej zabawy – mruknąłem, wychodząc.

Agnes

- On tutaj tak sobie po prostu wszedł?! – wraz z zamknięciem drzwi przez Justina, Miachael wstał gwałtownie z kanapy i pochylił się nade mną gniewnie.
- Zemdlałam – mruknęłam bez sił, nie odzyskując jeszcze w pełni świadomości.
- A co on tutaj kurwa robił?! – wyrzucił dłonie w górę, kompletnie nie wiedząc co z nimi zrobić. Wzdrygnęłam się na ton jego głosu. Przerażał mnie, z jego oczu ciskały błyskawice w moją stronę.
- Nie wiem, ocknęłam się i on tutaj był – odpowiedziałem, kuląc się. Michael jeszcze chodził przez chwilę noszony przez chorobliwą zazdrość.
- Ubieraj się, musimy jechać – skierował się do drzwi, a ja szybkim krokiem poszłam na schody. Weszłam do mojego pokoju i spojrzałam w lustro. Włosy miałam w nienaruszonym stanie, makijaż również, jedynie falbanka była ułożona tak jak nie powinna. Szybko udało mi się ją przywrócić do porządku i chwyciłam moją torebkę i szal, który może mi posłużyć jako ochrona przed chłodem wieczorem na przyjęciu.
Będąc już na dole, tuż przed drzwiami wyjściowymi, zatrzymałam się na moment. Jeszcze przed chwilą Brązowy był obok mnie. Wybaczył? Zapomniał?
Pokręciłam głową.
To niemożliwe.
Wyszłam przed dom i szybko podeszłam do Michaela, który stał oparty o maskę czarnego auta. Objął mnie ramieniem i pocałował w skroń. Poczułam się niezręcznie bo jeszcze chwilę temu krzyczał na mnie i był niemal nieobliczalny wobec mnie, a teraz zachowywał się tak jakby nigdy nic się nie stało.
Szatyn otworzył przede mną drzwi do samochodu i po chwili byliśmy przed kościołem w którym miała odbyć się ceremonia. Weszliśmy bocznym wejściem, ponieważ wszystko miało zacząć się dokładnie za pół godziny.
Odnalazłam pokój w którym znajdowała się mama i weszłam tam razem z Michaelem.
- Cześć mamo – uśmiechnęłam się dla zamaskowania jakichkolwiek uczuć, które mogłyby wzbudzić podejrzenia u Sandry i mamy.
Kobieta obejrzała się do tyłu i szeroko się uśmiechnęła. Wyglądała pięknie. Miała na sobie swoją długą suknię ślubną, która przy każdym ruchu muskała jej zgrabne nogi. Mając czterdzieści dwa lata, miała nogi jak modelki, miałam nadzieję, że mam to w genach.
- Kochanie – rozłożyła ręce, a ja podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam.
- Wyglądasz cudownie – powiedziałam jej na ucho. Mama odsunęła mnie od siebie i przyjrzała mi się dokładnie.
- W końcu widzę twoją sukienkę – uśmiechnęła się i spojrzała na Michaela – oraz Michaela.
Obejrzałam się do tyłu. Chłopak ukłonił się delikatnie i obdarzył moją mamę jednym z tych swoich cudownych uśmiechów.
- Ja również cieszę się, że w końcu panią poznałem i w końcu dowiedziałem się o kim Agnes odziedziczyła urodę – spojrzałam na mamę, która oblała się rumieńcem. Przewróciłam oczami kończąc swoim spojrzeniem na Sandrze, która przyglądała się całej sytuacji.
„Żałosne” wyczytałam z ruchu jej ust.
- Gdzie Christian? – przerwałam wymianę spojrzeń między mamą a Michaelem.
- Już zajął miejsce. Idźcie, ja sobie poradzę – Ann pocałowała mnie delikatnie w policzek i pogładziła po żuchwie.
- Jesteś pewna? – pogładziłam kobietę po odsłoniętym przedramieniu.
- Jasne, idźcie już – uśmiechnęła się i delikatnie popchnęła mnie ku drzwiom. Pożegnałam się z nią uśmiechem i zamknęłam drzwi.
- Idziemy – Michael obiął mnie w talii i pewnym krokiem poprowadził na wolne miejsca.
- Chodźmy obok Sandry – wskazałam podbródkiem na przestrzeń obok przyjaciółki.
- Wiesz co o niej myślę – mruknął wyraźnie niezadowolony.
- To jest moja przyjaciółka – wyszeptałam gniewnie.
- Ale jej nie lubię. Zostajemy tutaj – powiedział ucinając we mnie każdą kolejną wypowiedź, która chciała się wydostać na światło dzienne. Zagryzłam usta i niemo przeprosiłam Sandrę, która odwróciła się do mnie na moment z pytającym wzrokiem.
Skupiłam swój wzrok na splecionych dłoniach i nerwowo podrygiwałam stopą czekając na ceremonię. Ciągle czułam na sobie dotyk Justina i byłam delikatnie oszołomiona po omdleniu, przez co nie mogłam się na niczym skupić. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęła się ceremonia zaślubin.
- Agnes, co się z tobą dzieje? – Sandra podeszła do mnie, nie zważając na Michaela, łapiąc mnie za ramię i mierząc od góry do dołu wzrokiem.
- Nic – wzruszyłam ramionami.
- Chodź tutaj, zaraz wyjdzie twoja mama – Michel szepnął gniewnie do mojego ucha i delikatnie pociągnął za dłoń.
- Poczekaj – odpowiedziałam przez ramię.
- Teraz – warknął przez zęby. Spojrzałam na Sandrę, która patrzyła się na mnie zszokowana. Pewnie pomyśli że Michael mnie zastrasza, albo coś. Jednak po ślubie, mam tydzień wolnego od zajęć i zostaję tutaj, aby przywrócić dom mamy do porządku, kiedy ona będzie w podróży poślubnej.
- Wróć do Chrisa – westchnęłam, i delikatnie uścisnęłam jej dłoń na znak że wszystko jest w porządku.
„Niech żyją!”
„Sto lat!”
Rozległy się krzyki i biały ryż zaczął lecieć w górę ze wszystkich stron. Niekontrolowanie również sypnęłam swoją garścią ryżu, który jakaś ciocia wepchnęła mi do dłoni.
Spojrzałam na Michaela, który stał nieruchomo z zaciśniętą szczęką. Pociągnęłam go za dłoń do zdjęcia, które obiecałam mamie już kilka dni temu.
- Wszystkiego najlepszego – uśmiechnęłam się do Harrego i mamy. Uściskałam ich oboje, a zaraz po mnie zrobił to Michael.
- Uśmiech – niewysoki fotograf, zaczął pstrykać zdjęcia. Kolejne osoby dochodziły i odchodziły do tego momentu, kiedy każda osoba z bliższej rodziny nie miała zdjęcia z parą młodą.
- Jedziemy – brunet mocno ścisnął moją dłoń i pociągnął w stronę auta.
- O co ci człowieku chodzi? – warknęłam, zaraz po tym kiedy odpalił auto.
- O to że prowadzasz się z tym swoim jebanym Bieberem! – wyrzucił dłonie w górę.
- Co? – pisnęłam.
- Może jeszcze powiesz że to nie prawda? – przez chwilę przemknęło mi przez myśl, że ktoś mógł mu powiedzieć o tym że z nim spałam. Przecież to było kilka tygodni temu i sądzę, że powinno to dotrzeć do Michaela o wiele szybciej.
- Co masz na myśli? – powiedziałam spokojniej. Musiałam sprawdzić o co mu chodziło, zamiast tłumaczyć się i wejść w jeszcze gorsze bagno.
- Wchodzi do twojego domu, jakby mógł i do tego nosi się jak pierdolony śmieć. Oddycha w promieniu dziesięciu metrów od ciebie – zamurowało mnie. Wszystko się we mnie zagotowało. Zemdlałam, a ten dupek zauważył jedynie to, że tam był mój były.
- Zemdlałam okej? Pomógł mi bo inaczej walnęłabym głową o podłogę – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- Więc co robił w twoim domu? – zaśmiał się ironicznie, manewrując autem.
- Przyjechał zostawić prezent dla mamy, ponieważ był zaproszony – ściągnęłam czoło. Michael analizował coś przez chwilę.
- A gdzie jest prezent?
- Cholera nie wiem! Zemdlałam! Do cholery straciłam przytomność, a ty się martwisz jedynie o to, że Justin mi pomógł!
Justin.
Wszystko znowu pojawiło się w mojej głowie.
Pierwszy raz od tamtej nocy, wypowiedziałam jego imię.
- Wysiadaj – głos z zewnątrz przywołał mnie na ten świat.
- Jasne – chwyciłam dłoń Michaela, która pomogła mi wysiąść z auta.
- Zaczynamy – objął mnie ramieniem, a dłoń położył na mojej talii.
- Zostaw mnie – mruknęłam, próbując pozbyć się jego dłoni z biodra.
- Musimy udawać – pocałował mnie w policzek.
- Co ty do cholery wyprawiasz – warknęłam.

- Chyba nie chcesz zepsuć całą zabawę swojej matce? Pokaż jej że się kochamy, a wtedy pojedzie bez wyrzutów sumienia w podróż poślubną – spojrzałam na niego zszokowana, jednak zrozumiałam że ma rację. Przestałam się wiercić w jego objęciach. – Grzeczna dziewczynka – ponownie pocałował mnie w policzek. – Zaczynamy zabawę.
_______________
Przepraszam, ale moje życie tak się skomplikowało, że sama nie wiem czy jestem na właściwej ścieżce.